Moja droga rozwoju

Po raz pierwszy z pojęciem - programowanie - zetknąłem się w klasie maturalnej, a było to ho, ho, ho, a może i dawniej. Nauczyciel matematyki na ówczesnych tzw. zajęciach fakultatywnych miał ambicje zarażania nas różnymi ciekawostkami z odległego świata wiedzy. Na mnie padło zauroczenie hasłem "programowanie". Podświadomie postanowiłem wówczas, że moja zawodowa przyszłość zawsze będzie przebiegała w okolicach tego hasła. Nie trzeba było długo czekać. 

 

Policealne Studium Zawodowe dało mi podstawy wiedzy o ówczesnych (1973) komputerach i zawód "Programista Elektronicznych Maszyn Cyfrowych". Ale prawdziwą satysfakcję łapałem pracując w jednym z instytutów na Wydziale Budownictwa Lądowego Politechniki Poznańskiej pisząc – we współpracy z pracującymi tam kolegami, inżynierami – programy w języku Algol. Dzisiaj to brzmi egzotycznie, ale z programem zarejestrowanym na papierowych kartach lub taśmach perforowanych jechało się do centrum komputerowego i zapuszczało go na komputerze ODRA 1204. To było pasjonujące, gdy komputer odrzucał program z powodu błędu (brak średnika), a następna sesja komputerowa za trzy tygodnie... 

To tam wtedy podjąłem decyzję, że muszę przejść na drugą stronę, tę inżynierską. Już miałem świadomość, że odpowiednio zaprogramowane komputery to klucz do dynamicznego rozwoju wiedzy. Praca w pierwszej firmie po studiach (1979) to moja inicjatywa wdrożenia tam techniki komputerowej na "pustyni informatycznej", jaką jawiło się nowoczesne, jak na tamte czasy tamto przedsiębiorstwo. Po niemałych trudach sprowadziłem do firmy komputer MERA-60 (wierną kopię amerykańskiego PDP-11), wytwarzany w Instytucie Systemów Sterowania w Katowicach, a eksportowany głównie na kierunki blisko wschodnie... 

Pomysł, aby zinformatyzować wszystkie trzymane wówczas w segregatorach dane konstrukcyjne i marszruty technologiczne był pierwowzorem MRP, o czym nie miałem wówczas zielonego pojęcia (że takie zagadnienia w ogóle istnieją). Różne kolejne "przygody" z informatyką w różnych wdrożeniach na rzecz różnych firm, to dojrzewanie do pracy w Instytucie Logistyki i Magazynowania (ILiM). 

Od początku pracy w ILiM (1994) odkrywałem czym jest logistyka, bardzo prędko konstatując, że nie ma i nie będzie dobrej logistyki bez zastosowania informatyki, co znalazło swój wyraz w książce "Informatyka dla logistyki", wydanie I, II i III (zobacz). Potraktowałem w niej ten tytuł, jako swoiste credo dla zawartych w niej treści. Ówczesne zauroczenie systemami wyposażonymi w funkcjonalności realizujące ideę MRP było atawistycznym nawrotem do źródeł (1979). Nareszcie mam dostęp do "prawdziwych" systemów MRP! 

System ERP MAX dostarczany na polski rynek przez angielską firmę ICL rozbierałem na części. Zaprzyjaźniłem się z ludźmi z ICL, czerpałem wiedzę całymi garściami, wspólnie realizowaliśmy różne projekty, byłem uczestnikiem autentycznego wdrożenia systemu MRP. To właśnie wtedy dostrzegłem ogromną przepaść między oferowanymi zachodnimi funkcjonalnościami MRP, a ich postrzeganiem przez przyszłych polskich użytkowników i ich oczekiwaniami. Przygoda w kilkuletnim obcowaniu z MRP to obserwacja ewolucji tej klasy systemów do pojęcia ERP. Szukanie w tym czasie w systemach ERP aspektów logistycznych uznałem jednak za walkę z wiatrakami. W systemach ERP zawsze brakowało mi tej "drugiej nogi" – logistycznej, czyli informatycznej obsługi przepływów fizycznych. Wirtualne przepływy informacyjne zachodzące w ERP nie są aż tak fascynujące. 

Zacząłem interesować się prawdziwą logistyką w ujęciu informatycznym. Ponieważ los mi sprzyjał, jakoś tak niepostrzeżenie rozpocząłem wewnętrzną współpracę z Anią Kosmacz-Chodorowską, uznanym w ILiM autorytetem w zakresie szczegółów GS1. Licznie realizowane opracowania koncepcji wdrażania kodów kreskowych z uwzględnieniem standardów globalnych w przedsiębiorstwach wymuszały liczne wizyty
w magazynach Klientów. To był ocean problemów i kopalnia wiedzy, którą łapałem z potoku słów emitowanych przez Anię w kierunku naszych Klientów. Podczas długich podróży samochodowych rozwiązywaliśmy najtrudniejsze zagadnienia wzajemnie się napędzając. Ania stojąca na straży czystości standardów – ja próbujący to wszystko umieścić gdzieś w informatyce. Tego nie udało się zrobić za jednym zamachem. Śmiało mogę powiedzieć, że te kilka lat naszego wspólnego oddziaływania na problemy, z którymi się stykaliśmy w rzeczywistości klienckiej, to fundamenty systemu WMS MaGS1, którego niebawem miałem być projektantem. Tych prawd nie było w żadnym podręczniku ani logistycznym, ani informatycznym. Dlatego zebrałem tę wiedzę i skoncentrowałem ją w kolejnej książce, tym razem pod tytułem "Informatyka w magazynie", wydanej w 2006 roku (
zobacz).

Coraz bardziej przekonywałem się, że specyfikacje GS1 są obiektywne. GS1 to „szatański” pomysł, który się materializuje w każdej rzeczywistości. Już niewiele mi pozostało do stwierdzenia, że w standardach GS1 można ująć WSZYSTKO. Trzeba tylko chcieć to zrozumieć. A później pojawiły się projekty współpracy z siecią JMD, projekt "Reglo" i inne. To były duże wyzwania organizacyjne, należało odwiedzić wiele firm, najczęściej magazynów i wdrażać software drukujący etykietę logistyczną GS1. Olbrzymie doświadczenie i jeden zasadniczy wniosek: nie ma dwóch identycznie zorganizowanych magazynów! Niby te same procesy, ale w każdym przypadku inaczej przebiegające, z innymi pomysłami na ich sprawność, czy efektywność. To były kolejne prawdy cementujące podwaliny pod autorski system WMS MaGS1.

System MaGS1 został w ILiM wytworzony i wdrożony w czterech przedsiębiorstwach w latach 2006 - 2011. Doświadczenia wdrożeniowe uzyskane podczas pracy w realnym środowisku logistycznym – magazynie, stanowią potencjał do mojego zweryfikowanego myślenia o usprawnianiu procesów tam zachodzących. Znalazło to ujście w książce zatytułowanej "Warehouse Management System - Analiza wdrożenia", wydanej
w wersji elektronicznej (ePUB, PDF), jako załącznik do czasopisma LOGISTYKA nr 5/2013 (
zobacz).

Nieco filozoficzne ujęcie mojego postrzegania standardów GS1 i ich zastosowań zawarłem w kolejnej książce pt. "Systemowe zarządzanie magazynem" - zobacz.

Co dalej? Teraz mam zamiar działać we wdrożeniach WMSowych. Chcę sprawdzić czy dotychczasowe moje dokonania miały sens praktyczny. Sądzę, że najlepiej można to zweryfikować w bezpośredniej bliskości wdrożenia systemu WMS no i oczywiście automatycznej identyfikacji
w oparciu o standardy GS1.

 

Dlatego szukam aktualnie wszelkich możliwości uczestniczenia w procesach wdrożeniowych niezależnie od marki wdrażanego systemu WMS.

Moje kompetencje stawiam Klientom do dyspozycji.

© 2017 by Jerzy Majewski. Utworzono na podstawie Wix.com